Od wczoraj, 2 sierpnia, obowiązują nowe wymogi AI Act dotyczące informowania o użyciu sztucznej inteligencji. Nie oznacza to jednak, że każdą treść przygotowaną z pomocą AI trzeba automatycznie oznaczać.
Liczy się rodzaj materiału, sposób publikacji i rzeczywista kontrola człowieka.
Jeśli AI pomaga napisać post, poprawić język albo uporządkować argumenty, a człowiek sprawdza treść, może ją zmienić lub odrzucić i bierze odpowiedzialność za publikację, dodatkowa etykieta nie jest automatycznie wymagana.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy system sam tworzy i publikuje tekst dotyczący spraw publicznych bez realnej kontroli człowieka. Taka treść powinna być oznaczona jako wygenerowana lub zmodyfikowana przez AI.
Jasnego oznaczenia wymagają też realistyczne obrazy, nagrania i filmy, które można pomylić z prawdziwymi. Dotyczy to na przykład wygenerowanego zdjęcia z wydarzenia, które nigdy się nie odbyło, filmu pokazującego wypowiedź, której dana osoba nie wygłosiła, albo reklamy wykorzystującej sklonowany głos lub wygenerowany przez AI obraz.
Podobna zasada dotyczy chatbotów i automatów telefonicznych. Odbiorca powinien od początku wiedzieć, że rozmawia z AI, chyba że wynika to jasno z kontekstu. Bot, który udaje człowieka i od razu zaczyna sprzedawać, nie spełnia wymogu przejrzystości.
Obowiązek informowania obejmuje również sytuacje, w których ktoś zostaje poddany systemowi rozpoznającemu emocje albo klasyfikującemu osoby na podstawie cech biometrycznych.
Zasady te nie ograniczają się do mediów społecznościowych. Mogą dotyczyć również treści publikowanych w sklepach internetowych, reklamach, na stronach firmowych, blogach i portalach. Przykładem jest realistyczne zdjęcie produktu wygenerowane przez AI, jeśli odbiorca może uznać je za autentyczne.
W praktyce liczą się trzy rzeczy: rodzaj treści, możliwość wprowadzenia odbiorcy w błąd i rzeczywista kontrola człowieka nad publikacją.
O materiale
Pierwotnie opublikowano na profilu ProgresAI na LinkedIn.
