Coraz częściej pojawia się określenie „AI slop”. Zwykle używa się go wobec słabego contentu zrobionego przy pomocy AI, ale problem jest trochę bardziej konkretny.
AI slop to treść, w której zbyt dobrze widać skrót: jeden prosty prompt, znany format, lekko przerobiony pomysł i publikacja. Bez własnego kąta, bez redakcji, bez większej odpowiedzialności za efekt.
Na LinkedIn widać to bardzo wyraźnie. Ktoś odkrywa, że jedno narzędzie potrafi wygenerować konkretny styl grafiki z jednego prompta i nagle pół feedu świeci tym samym językiem wizualnym. Inne twarze, inne podpisy, ale dokładnie ten sam trik. Niektórzy nazwą to trendem. W praktyce często jest to po prostu AI slop z lepszym timingiem.
To samo dzieje się z tekstem. Jeden post zyskuje zasięg, potem po kilku dniach podobna myśl wraca w kolejnych wersjach: trochę inny początek, lekko zmienione słowa, ten sam sens. To nie jest już klasyczne kopiowanie. To jest kopiowanie przepuszczone przez AI i dopracowane tylko na tyle, żeby wyglądało na nowe.
Przez chwilę to działało, bo sam efekt wydawał się imponujący. Grafika, która jeszcze niedawno wymagała godziny pracy w Canvie, dziś może powstać w minutę. Post, który wygląda „profesjonalnie”, można wygenerować jednym poleceniem. Problem polega na tym, że kiedy wszyscy mogą zrobić to samo, zmienia się wartość takiego efektu. Odbiorcy szybko uczą się rozpoznawać wzór.
I tu przesuwa się standard. AI obniżyła koszt wykonania, ale jednocześnie mocniej obnażyła słaby osąd. Samo „dobrze wygląda” przestaje wystarczać. Ważniejsze staje się to, czy treść wnosi coś własnego: lepszy przykład, sensowny punkt widzenia, dopracowaną strukturę, konkretny wniosek.
Dlatego nie uważamy, że AI skraca czas potrzebny do stworzenia czegoś naprawdę dobrego. Ona skraca czas potrzebny do stworzenia czegoś akceptowalnego. To duża różnica.
Jeśli grafika, która kiedyś zajmowała godzinę, dziś powstaje w minutę, to nie znaczy, że warto poświęcić minutę i publikować. Lepsze podejście jest inne: wykorzystać zaoszczędzony czas na poprawę pomysłu, framingu, przykładów, detali i jakości końcowej.
To samo dotyczy marek. Można zautomatyzować publikację postów opartych na tym, co zadziałało u innych, i pewnie da się z tego wycisnąć trochę krótkoterminowego zasięgu. Tylko co wtedy realnie budujesz? Rozpoznawalność, czy tylko kolejną wersję tego, co wszyscy już widzieli?
AI slop nie zaczyna się od użycia AI. Zaczyna się tam, gdzie AI zastępuje myślenie, smak i odpowiedzialność za treść. A im więcej takiego contentu w feedzie, tym więcej warte stają się własny osąd i oryginalna praca.
Chcesz zaplanować efektywne wdrożęnie AI w swojej firmie?
O materiale
Pierwotnie opublikowano na profilu ProgresAI na LinkedIn.
