Kończy się etap, w którym realny koszt AI był schowany w subskrypcji. Wiele firm nie jest gotowych na rachunek.
Przez ostatnie lata AI sprawiało wrażenie prawie nieograniczonego narzędzia. Firma płaciła stały miesięczny abonament, a pracownicy mogli analizować dokumenty, generować treści, budować rozwiązania, testować pomysły i uruchamiać kolejne procesy bez myślenia o koszcie każdego użycia. To bardzo pomogło w adopcji AI. Ale nie było gwarancją, że taki model zostanie z nami na stałe.
Firmy powinny już teraz uczyć się ekonomii pracy z AI.
Prosty mail nie wymaga najmocniejszego modelu reasoningowego. Tłumaczenie tekstu zwykle nie potrzebuje maksymalnego poziomu rozumowania. Wiele automatyzacji w ogóle nie potrzebuje AI - potrzebuje jasnych reguł, czystych danych i dobrze opisanego procesu.
Najmocniejsze modele warto zostawić tam, gdzie liczy się analiza, ryzyko i jakość decyzji. Do lżejszych zadań często wystarczą mniejsze modele, rozwiązania open-source albo modele lokalne, jeśli pozwala na to bezpieczeństwo danych i kontekst prawny.
Warto też mierzyć użycie, zanim zrobi to za nas faktura.
Obecny moment nadal daje dużą szansę. AI jest dla wielu użytkowników relatywnie tanie, więc warto teraz budować narzędzia, procesy i systemy, które realnie zmniejszają ilość pracy.
Firmy, które oprą wszystko na założeniu, że AI będzie zawsze tanie i niemal nieograniczone, mogą dostać trudną lekcję.
Firmy, które już teraz nauczą się dobierać modele, mierzyć zużycie i upraszczać procesy, będą miały więcej przestrzeni, gdy licznik zacznie działać naprawdę.
O materiale
Pierwotnie opublikowano na profilu ProgresAI na LinkedIn.
